poniedziałek, 20 marca 2017

"Hotel Angleterre" - Marie Bennett

Marie Bennett zadebiutowała z wielkim rozmachem. Stworzyła monumentalną powieść o człowieku i targających nim namiętnościach. Udowodniła, że choć czasy się zmieniają, ludzka natura zawsze pozostaje taka sama. „Hotel Angleterre” jest idealnie skonstruowany, podzielony na trzy części: intymne opowieści bohaterów, najpierw Georga (w podwójnej narracji – „ja” i „my”), potem jego żony, Kerstin i w ostatniej odsłonie swoiste podsumowanie – ich dwugłos oraz relacje innych postaci. 


Szwecja, 1940 r. Zwykły majster, Georg Lindkvist cieszy się rozpoczęciem wspólnego życia z Kerstin. Nawet wojna zdaje się nie burzyć rodzinnego szczęścia – aż do momentu, kiedy Rosjanie wkraczają do Finlandii. Szwedzi powołują swoich obywateli do wojska, m.in. dla wzmocnienia granic z sąsiadami. Lindkvist trafia do najzimniejszej części kraju, Svartnäset. Zaprzyjaźnia się z towarzyszami niedoli. Odmrożenia, głód, brud, wszechobecny strach, kary, wycieńczenie i dojmująca tęsknota za najbliższymi sprawiają, że życie szeregowych jest nie do zniesienia. Mężczyźni wszczynają bunt przeciw nader ambitnemu potworowi, kapitanowi Cedreniusowi. Georg traci niektórych kompanów, jest świadkiem ich śmierci oraz okaleczeń (fizycznych i psychicznych), których także jemu nie udaje się uniknąć. 

Wątek wojenny nie tylko ukazuje ofiary, jakie każdy kraj poniósł w wyniku światowego konfliktu (choć tu ludzie stojący po tej samej stronie barykady wydawali wyroki na swoich rodaków), stanowi również próbę zrozumienia pewnych zachowań, wyborów, sytuacji. Na co człowiek jest w stanie się zgodzić? Do jakiego upodlenia potrafi przywyknąć? Postacie Cedreniusa czy kaprala Brandta pokazują, jak namiastka władzy wpływa na psychikę i moralność, jak rodzi się zło. Bennett nie znajduje wszystkich odpowiedzi, pozostawia czytelnika z pytaniami, które mogą wywoływać smutek, a nawet ból. 

Pod nieobecność męża Kerstin wraca do rodziców i brata. Angażuje się w działalność straży sąsiedzkiej, poznaje też nową lokatorkę kamienicy, Violę. Sąsiadka coraz bardziej ją fascynuje, dość szybko nawiązuje się między kobietami przyjaźń, przeradzająca się z czasem w głębsze uczucie. Kerstin zaczyna prowadzić podwójne życie, zatracając się w namiętności. Uzależniona od Violi, wpada w szpony zazdrości. Autorka zdecydowała się ukazać miłość homoseksualną prawdopodobnie dlatego, żeby czytelnik nie ocenił przedwcześnie decyzji Kerstin. Gdyby zdradzała Georga z mężczyzną, jej postać zostałaby nieco spłaszczona, a – jak widać – Bennett nie lubi łatwych rozwiązań. Opisując związek kobiet pisarka pokazała siłę wielu uczuć, również tych o największej mocy – miłości, zazdrości i nienawiści. Lektura pokaże, że granica między nimi jest niemal niewidoczna. 

Georg w końcu powraca do domu, ale czy odbudowanie relacji małżeńskich będzie jeszcze możliwe? Czy jej sumienie i jego demony pozwolą im na wspólne życie? 

W finale poznajemy bohaterów także z relacji innych. Georg łaknął przyjaźni Johna i czuł, że kolega po części odwzajemnia jego uczucia. Podobnie było z Kerstin, „wojenną wdową”, zakochaną w Violi. John opisywał Georga w listach do żony, Viola zaś zwierzała się Katrin czy Hassemu. Dzięki temu dostajemy jeszcze bardziej pogłębiony portret psychologiczny głównych postaci. 

Bennett roztrząsa mnóstwo mniej lub bardziej ważnych tematów, a na plan pierwszy wysuwają się wojna, miłość, zdrada, uprzedzenia, poszerzanie granic moralnych w obliczu globalnej tragedii. Nie brakuje tu także polityki, historii ani intrygującego wątku szpiegowskiego. 

Choć „Hotel…” porusza tak wiele kwestii, z których najważniejsze wymieniłam, moim zdaniem jest powieścią przede wszystkim o odpowiedzialności. Wszyscy bohaterowie noszą na barkach wielkie ciężary; czasem sami je sobie nakładają, a czasem nieświadomie się na nie zgadzają. Autorka tak sprytnie pokazała każdą stronę medalu, że czytelnikowi trudno się zdobyć na jednoznaczną ocenę postaci, wszak każdy zasługuje na szczęście. Pytanie tylko, czy ktoś inny na tym nie ucierpi? I wreszcie – czy bohaterowie będą w stanie udźwignąć odpowiedzialność za własne wybory? Bo przecież tak łatwo znaleźć wymówki czy obarczyć kogoś swoimi winami. 

Recenzja dla portalu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz